Turystyka kwalifikowana, znana i nieznana

Obserwując współczesnych globtroterów nie sposób pominąć fakt, że coraz mniej jest podróżników – łazików, którzy wyruszając w drogę, nie wiedzą dokąd ich ona zaprowadzi. Kto wyrusza w drogę zakłada sobie jakiś cel, możliwą do osiągnięcia korzyść. I właśnie – jak mówią w pewnych środowiskach – „w sposób szczególny chciałbym z troską pochylić się nad tym zagadnieniem”.

Odnoszenie korzyści może być bardzo motywujące – może być głosem serca, który w momencie zwątpienia ryknie – „Wyruszaj! Wzywa Cię przygoda”. Z pewnością byłoby więc niegodziwością z mojej strony, gdybym pominął wspomnienie pewnych przygód. Nazwijmy je turystyczno – handlowymi. Choć uważam, że handel jest jedynie dodatkiem w perspektywie szlachetnej formy spożywania ziarna. Każda myśl skłaniająca się ku tej konkretnej formie podróży powoduje ekscytację i narastające napięcie.

Celem, w rozumieniu przestrzennym, jest zazwyczaj jedno z czechosłowackich (wybaczcie, ale wciąż nie potrafię pogodzić się z babcią historią, która oddzieliła te dwie piękne rzeczywistości) archiwów. Wprawne i szlachetne umysły z pewnością przeczuwają dalszy ciąg tych rozważań.

Konkretyzując, są to zazwyczaj dwa archiwa. Jedno w Ostrawie, drugie w Bohuminie.

Kto uprawia ten rodzaj eksploracji wie, że czasem trzeba zmierzyć się z bezdusznymi maszynami (porównywanie ich z Cerberem strzegącym wejścia do krainy żywota wiecznego byłoby wielką delikatnością), by w pełni doświadczyć radości zwiedzania. Nawet stoika, ba nawet śledczego, z równowagi wyprowadzi komunikat  – „prepravkova cesta plna”. Kiedy jednak, wykazując upór i wytrwałość, stawisz czoła tej trudności, otworzy się przed Tobą skarbiec.

Uważaj jednak i ucz się sztuki zwiedzania by dokładnie odróżnić klejnot od szklanej błyskotki, rubin od odpustowej tandety i drogocenny pejzaż od taniego bawarskiego landszaftu.

Wprawne oko dostrzeże precjoza hrabiny von Kozel i barona Ostravara czy też drogocenne perły svijanskiego zamku. Można odkryć „Stare źródło” i pozornie skromne błyskotki magnata Gambrinusa. Penetrując tę osobliwą salę wystawową natkniesz się na bogatą ziemiankę Holbę, uprawiającego niezliczone łany pszenicy Primatora i pilzneńskiego króla. Nie zamykaj jednak umysłu na nowe znajomości, bo może się okazać, że przeoczysz jakiegoś zacnego artystę.

Historia nie raz pokazała, że wielu mistrzów sławę zyskało dopiero pośmiertnie. Wyciągaj zatem wnioski i żyj, byś nie dokonał żywota nie poznając obiecujących twórców. (Trochę odwróciła się kolej rzeczy. Chodzi jednak o to, żebyś nie był krytykiem – ignorantem nieczułym na artyzm mało znanych wykonawców). Uprawiaj ten wyjątkowy rodzaj turystyki kwalifikowanej, która nie tylko o poranku (w odróżnieniu od Pilona) jest nastawiona na cel.

Piotr Opublikowane przez:

2 komentarze

  1. Jezus Maria
    Maj 2, 2015
    Reply

    Nie zgadzam się z pierwszym akapitem – zajrzyj na fejsiunia na grupy typu „Podróżnik/podróżniczka poszukiwany/a” lub „Spontaniczne wypady”. Polecam też zajrzeć na fanpage’a Singiel w podróży. Tam poznasz ludzi (i stanowią oni 3/4 grupy), którzy jedyne, o czym myślą, to wyruszenie w podróż – spontaniczną (bo to zarzucasz – brak spontaniczności). Ja przy nich czuję, że jestem mega poukładana i zorganizowana:P

    • Wrzesień 1, 2015
      Reply

      Często jest tak, że wybierając oratnizgaora wycieczki, kierujemy się głf3wnie ceną. Jasne, to jest istotne, ale najlepiej, jakby biuro podrf3ży, ktf3re wysyła nas (czy nasze dzieci) czasem i na drugi koniec świata było sprawdzone. Ja mam dość miłe wspomnienia, a na pewno żadnych przykrych, z biurem podrf3ży ( ). I w kwestii wyjazdf3w młodzieżowych i teraz, w dorosłym życiu. Dlatego jestem zdania, że warto zasięgnąć opinii i jechać ze sprawdzony biurem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *