Bom bom proveito!

Na początku krótkie wyjaśnienie tytułu. W języku hebrajskim (o ile dobrze pamiętam, ale nic sobie nie dam uciąć za to stwierdzenie, więc proszę – nie powtarzajcie tegoż w przekonaniu, że jest to najprawdziwsza prawda:) podwójne użycie słowa wzmacnia jego znaczenie. U nas się stopniuje, że coś jest dobre i lepsze, a  tam po prostu: dobre dobre. No. To kolejny level odkryć jedzeniowych niech będzie jeszcze smaczniejszy. Lecimy dalej. Albo raczej: jemy dalej.

WINO

Skończyliśmy na ginjinhi i żeby nie rozstawać się tak od razu z trunkami – pozostańmy jeszcze na chwilę w tych płynach lizbońskich. W zasadzie – portugalskich. Tutaj jednak nie mogę rozwodzić się nad tematem zbyt długo – czuję, że poznałam jeszcze zbyt mało smaków, odmian, szczepów (Erwe – czy Ty widzisz jakim sommelierem jestem?!), by napisać coś więcej niż: którekolwiek wino portugalskie dostanie się w Twe ręce – bądź spokojna. Bądź spokojny. Będzie Ci smakowało.

wino

 

PIWO

Mam wrażenie (oczywiście – graniczące z pewnością!), że synonimem słowa „cerveja” w Lizbonie jest „SUPERBOCK”. To jedyne piwo, które kojarzy mi się tak mocno. Po pierwsze: bo po nie najczęściej sięgaliśmy. A po drugie – innego w sklepach i knajpkach nie zauważyłam. W wersjach dla tzw. lokalsów – pojemność butelki 0,3. W wersjach dla obcokrajowców chyba – w butelkach… 1,0 l. Zakup takiej butelki autentycznie budził podziw sprzedawcy.

Lepiej produkować jedno dobre piwo, niż kilka/kilkanaście średnich. Portugalczycy mają tego jednego SUPERBOCKA – dobrego SUPERBOCKA. Można pić spokojnie. Jednocześnie – bardziej opłaca się spożywanie winka : )

RYBY

We wszystkich możliwych postaciach. Celem tej podróży był solony dorsz (bacalhau) i sardyny. Udało się zjeść tylko pierwszą pozycję. Ale w pysznej formie i pysznych okolicznościach. Ale najpierw: dygresja.

Niespotykaną do tej pory formą spożywania (a oczywiście wcześniej: nabywania drogą kupna – sprzedaży) posiłków były jedzeniowe hale. X stoisk z najróżniejszymi smakami: od hamburgerów przez bezpieczne mięso z kurczaka w egzotycznych przyprawach, po różne wariacje portugalskich szefów kuchni na temat ryb.

Hala jedzeniowa to w ogóle super sprawa. Jej środek przeznaczony jest dla stołów dla zachodzących tutaj głodomorów. I dla stoisk niewielkich, ale jakże wskazanych by były „pod ręką” – drinki, soki, piwo, kawa.. Wokół (przyściennie jakoby) są lady przy których można dokonać wyboru jedzonka, kuchnie, gdzie potrawy są przyrządzane. Dobre miejsce to jest.

hala

Dorsz ze szpinakiem, batatami, zapiekany pod bliżej nieokreśloną smakowo pierzynką nadal marzy mi się w porach obiadowych.

time out

Klika słów sprostowania w kwestii solonego dorsza. Dorsz solony po przyrządzeniu nie jest już taki słony! Jest pyszny, pozbawiony nadmiaru konserwującej go przecież tylko soli. I w ogóle ach.

Mówiąc/pisząc o sprawach jedzeniowych, rybno-jedzeniowych, niechybnie wspomnieć muszę, że w naszym gronie podróżniczym znalazł się pewien ktoś, kto z całą pewnością (a piszę to po skonsumowaniu już kilku potraw natury rybnej i nie tylko, przyrządzonych przez tego onego) mógłby rywalizować ze wspomnianymi szefami kuchni w jedzeniowej hali. Choć oczywiście – musiałby mieć ze sobą wiernego towarzysza sprzątającego po jego kulinarnych eksperymentach: )

No i ten. Przygotował nam rybę:)

ryba

 

Możecie zadraszczać 🙂

Jeszcze coś zostało do posmakowania! Stay tuuuned!

Paulina Opublikowane przez:

2 komentarze

  1. Joanna
    Kwiecień 10, 2016
    Reply

    Jak wiemy wino wybiera się PO OBRAZKU 🙂 mniam!

    • Paulina
      Kwiecień 11, 2016
      Reply

      Nie inaczej! Jak prawdziwi sommelierzy! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *